piątek, 20 maja 2016

Płatne wejściówki do sądu dla... adwokatów

   Osoba, która pomogła mi rozszyfrować, że Falkenstein, autor bloga „Sub iudice”, to sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie – Grzegorz Sławomir Chmiel, wydaje się dobrze znać środowisko funkcjonariuszy tzw. wymiaru sprawiedliwości.

   „Sędziowie to frustraci wypaleni zawodowo – pisze do mnie 19.05.2016 – Falk [skrót pseudonimu Chmiela] również do nich należy. Do tego, jak słusznie Pan zauważa w swojej notce na FB, to aparatczyk z poczuciem bezkarności i nieomylności, choć po bliższym poznaniu, to człek bardzo samotny, a ludzie samotni nie są szczęśliwi. Z kolei nieszczęśliwi ludzie zwykle krzywdzą innych”.

   I jeszcze jedno zdanie mojego informatora o Chmielu z wczorajszej korespondencji: „Trudno traktować poważnie faceta, który uważa, że adwokaci powinni płacić wejściówki za wejście do Sądu!”.

   Automatycznie przypomniałem sobie, że tenże reprezentant trzeciej władzy wcześniej publicznie postulował odpłatność za pisemne uzasadnienia orzeczeń – co skomentowałem w poniższej notce w moim „Blogu weredyka” w lipcu 2011.

UZASOWY BIZNES

   W "Samych swoich" jest taka scenka, w której babcia Pawlakowa, po przeprowadzce na ziemie odzyskane, starym kresowym zwyczajem kładzie się spać do wyrka na piecu. Nie jest jednak w pełni zadowolona, co demonstruje odzywką: "Jeszcze tylko żeby tej elektryki nie było…".

   Podobnie z sędziami. Nie ukrywają oni na internetowych forach, że żyłoby się im jak u Pana Boga za piecem, gdyby nie konieczność pisania uzasów, jak w zawodowym slangu nazywają uzasadnienia do orzeczeń. To mus, jeśli tego zażąda (o, przepraszam: poprosi uniżenie) przynajmniej jedna ze stron. Owo czasochłonne zajęcie wydaje się być przez czarno-fioletowych szczególnie nielubiane.

   Sędzia Falkenstein (cholera, znów o nim!) w swoim blogu "Sub iudice" z właściwą sobie hucpą, zapewne w imieniu większości szwarckieckowych orłów, wyraża pogląd, że za uzasadnienia na piśmie zainteresowani powinni płacić dodatkowo. Facet najwyraźniej pomylił się z powołaniem. Z taką kiepełą powinien robić karierę w biznesie. Nie pasożytowałby wówczas na podatnikach i nie narzekał na niegodne (znacznie przewyższające średnią płacę krajową) wynagrodzenie z kasy państwa.

Windykator nie może naruszać dóbr osobistych dłużnika

   Dostałem przesyłkę z treścią jednego z wyroków sędziego Sądu Okręgowego w Warszawie – Grzegorza Sławomira Chmiela. Do niedawna znałem go tylko jako tajemniczego blogera o pseudonimie Falkenstein, autora bloga „Sub iudice”.

   W tej konkretnej sprawie Chmiel orzekł, że firma windykacyjna naruszyła dobra osobiste dłużnika, naruszając jego godność, mir domowy i swobodę korespondencji nękaniem listami i telefonami o spłatę wierzytelności. Dług bowiem się przedawnił i mógł być wyegzekwowany jedynie na podstawie decyzji sądu.

   Chmiel przyznał dłużnikowi zadośćuczynienie w wysokości 1 tys. zł. Co prawda czterokrotnie niższe niż pokrzywdzony żądał od firmy windykacyjnej, ale jednak...

poniedziałek, 16 maja 2016

Bloger "Falkenstein" to sędzia Chmiel

   Najbardziej znanym polskim sędzią – blogerem jest autor bloga „Sub iudice”, publikujący pod pseudonimem „Falkenstein”. Wiem wreszcie, kto zacz!

   Nazywa się Grzegorz Sławomir Chmiel. Ma 39 lat. Pochodzi z Lublina. Jest magistrem prawa po UMCS. W 2009 nominowany na sędziego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli. W 2015 awansował na sędziego Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie.

   Mimo że „Falkenstein” Chmiel w moim „Blogu weredyka” występował głównie jako bohater negatywny, zwłaszcza za upodobanie do cenzurowania krytycznych opinii o funkcjonariuszach tzw. wymiaru sprawiedliwości – dziennikarska uczciwość nakazuje mi podzielić się też wiedzą, że był świetnym studentem, a obecnie pisze bardzo dobre orzeczenia („praktycznie zero uchyłów, pod względem formalno-prawnym mucha nie siada” – dodaje mój informator).

sobota, 7 maja 2016

Oświadczenie 7-majowe

   Oświadczam, że jestem za prawem i sprawiedliwością, ale nie za Prawem i Sprawiedliwością, niemniej w żadnym dzisiejszym marszu przeciwko „dyktaturze” kaczystów udziału nie wezmę, bo nie mam zamiaru popierać „demokratycznej” alternatywy: powrotu rządów aferałów i utrwalania przez nich status quo w tzw. wymiarze sprawiedliwości.

Adam Kłykow

Obywatel poza(re)sortowy

piątek, 29 kwietnia 2016

Awanse zamiast dymisji, czyli zmiany w prokuraturze

   Co się zmienia w prokuratorskich kadrach już pod ponownymi rządami Prawa i Sprawiedliwości oraz starego-nowego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry? Niby dużo, ale z pewnością nie z korzyścią dla zwykłych obywateli. Twierdzę tak m.in. dlatego, bo ci śledczy, którzy dali się poznać mi osobiście z postępowania na szkodę ludzi pokrzywdzonych przez funkcjonariuszy publicznych, nadal awansują! Jakby w nagrodę za to, że są dyspozycyjni wobec każdej kolejnej władzy politycznej i gwarantują ochronę jej aparatu administracyjnego przed odpowiedzialnością karną za przestępcze przekraczanie swoich ustawowych uprawnień.

   Właśnie dowiedziałem się, że prokurator Karolina Stocka-Mycek awansowała z zastępcy prokuratora rejonowego w Prokuraturze Rejonowej dla Wrocławia-Psiego Pola na prokuratora rejonowego w PR dla Wrocławia-Śródmieścia. Przypomnę, że kiedy była pełniącą obowiązki kierownika działu śledczego w PR dla Wrocławia-Fabrycznej, postanowieniem z 18.08.2008 odmówiła wszczęcia śledztwa po moim ponownym zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa przekroczenia uprawnień (artykuł 231 paragraf 1 Kodeksu karnego, zagrożenie – do trzech lat więzienia) przez Aleksandrę Wiktorow, Wandę Pretkiel, Antoniego Malakę, Annę Kapucińską i Danutę Marciniszyn oraz dodatkowo przez Pawła Wypycha, Sylwestra Rypińskiego, Halinę Wolińską, Jarosława Sochę i Grażynę Melanowicz. Stwierdziła, że sabotowanie polityki prozatrudnieniowej państwa przez tych funkcjonariuszy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych „mieściło się w granicach prawa”, zaś w represjonowaniu mnie na podstawie przepisu premiującego aktywność zawodową bezrobotnego „brak znamion czynu zabronionego”.

   Ta sama prokurator prawnymi sztuczkami wyeliminowała poboczny wątek mojego pierwszego zawiadomienia o popełnieniu dodatkowych przestępstw przekroczenia uprawnień przez Aleksandrę Wiktorow (podczas pełnienia funkcji prezesa centrali ZUS płaciła publicznymi pieniędzmi za swój ekskluzywny kurs języka angielskiego i wykorzystywała samochód służbowy wraz z kierowcą do dojazdów na prywatną Akademię Finansów w Warszawie, gdzie dorabiała wykładami dla studentów). Stocka – wtedy jeszcze bez podwójnego nazwiska – najpierw postanowieniem z 26.03.2008 odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie, a następnie postanowieniem z 7.04.2008 odmówiła przyjęcia zażalenia na swą własną (!) decyzję, udaremniając tym samym ściganie Wiktorow z urzędu.

   Jakby tego było mało, postanowieniem z 19.03.2009 ponownie odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień przez wspomnianych funkcjonariuszy ZUS wobec „braku znamion czynu zabronionego”. Jej zdaniem, nie jest przestępstwem zastosowanie w celu restrykcyjnym (samowolne, bez żadnej legalnej podstawy prawnej, odmawianie mi przez ponad 9 miesięcy należnego świadczenia przedemerytalnego) przepisu promocyjnego (mającego premiować bezrobotnego za podjęcie przez niego pracy).

   Puentą prozusowskiej stronniczości postępowania Stockiej-Mycek niech będzie fakt, że dokładnie miesiąc i 10 dni później, w prawomocnym wyroku z 29.04.2009, Wydział Cywilny Odwoławczy Sądu Okręgowego we Wrocławiu podkreślił bezprawność decyzji ZUS w mojej sprawie. Wygrałem wtedy połowicznie: otrzymałem zadośćuczynienie za naruszenie moich dóbr osobistych, ale ani złotówki za wyliczalne co do grosza straty finansowe.

   Stocka-Mycek to, niestety, nie wyjątek. Niedawno pisałem, że w 8-osobowym specjalnym zespole prokuratorów, badających na nowo – z inicjatywy ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza – przyczyny katastrofy smoleńskiej, znalazł się inny mój „znajomy” Bartosz Biernat.

   Będąc też prokuratorem Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia-Fabrycznej, postanowieniem z 25.06.2007, a więc prawie rok i 2 miesiące wcześniej od Stockiej, umorzył on po raz pierwszy śledztwo w sprawie popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez Wiktorow, Pretkiel, Malakę, Kapucińską i Marciniszyn. Stwierdził, że debilne dyskryminowanie mnie na podstawie przepisu promocyjnego „nie zawiera znamion czynu zabronionego”.

   4.07.2007 skierowałem zażalenie na to postanowienie do prokuratora okręgowego we Wrocławiu. Zostało ono uwzględnione 8.08.2007.

   A postanowieniem z 29.11.2007 Biernat po raz drugi umorzył śledztwo w sprawie popełnienia przez Wiktorow, Pretkiel, Malakę, Kapucińską i Marciniszyn przestępstwa z art. 231 par. 1 kk. Ponownie stwierdził, że szykanowanie mnie na podstawie przepisu promocyjnego „nie zawiera znamion czynu zabronionego”.

   Dokładnie – co do dnia! – półtora roku później, 29.04.2009 Sąd Okręgowy we Wrocławiu miał na ten sam temat odmienne zdanie, przyznając mi zadośćuczynienie za naruszenie przez urzędników ZUS dóbr osobistych (odmawiając jednak – również należnego, precyzyjnie udokumentowanego – odszkodowania za poniesione straty finansowe).

   Uff…

czwartek, 28 kwietnia 2016

Jak się wkupić do prawniczej mafii

   Jesteś absolwentem studiów prawniczych i chcesz zostać sędzią, prokuratorem, adwokatem, radcą, notariuszem lub chociażby komornikiem? Jeśli masz tyko wiedzę i predyspozycje – marne szanse, jak akcentują Francuzi. Przede wszystkim powinieneś być bliskim kogoś z korporacyjnego układu zamkniętego. Kimś powiązanym rodzinnie (przynajmniej pociotkiem) albo towarzysko (kolesiem albo psiapsiółką).

   Jeśli natomiast nie jesteś niczyim „plecakiem”, pozostaje ci schować swoją uczciwość (najlepiej na zawsze) do sejfu i się do prawniczej mafii wkupić. To tylko kwestia ceny.

   Szkaluję środowisko prawnicze? To proszę przeanalizować treść czołówkowej strony witryny internetowej egzaminyprawnicze.org.

   Nie zdałeś – z przyczyn pozamerytorycznych – egzaminu państwowego? Profesjonalni adwokaci i radcowie zapewniają tam swoich potencjalnych klientów o własnej skuteczności („powyżej 20 %”) w odwoływaniu się od negatywnej decyzji komisji!

   PS. Zastanawiające jest też motto strony egazaminyprawnicze.org: "Ardua prima via est". Tłumacząc dosłownie: pierwsza droga jest stroma, w przenośni: początki zawsze są trudne…

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie

   Byli prezydenci RP: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski oraz pozostali sygnatariusze (m.in. Władysław Frasyniuk) opublikowanego właśnie listu otwartego zatytułowali go „Przywrócimy demokratyczne państwo prawa”. Takowe nie tylko było od 1997, ale jest nadal! W treści artykułu 2 Konstytucji RP. I tylko tam, niestety…

   PS. TVN 24 powtarza w kółko fragment listu, w którym jest apel do wszystkich Polaków o kierowanie się konstytucją. Proponuję, by robili to na co dzień zwłaszcza sędziowie wobec obywateli.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Jestem za, a nawet przeciw karze śmierci

   Jestem przeciwko przywróceniu w Polsce kary śmierci. Tylko i wyłącznie dlatego, że zdarzało się rozstrzeliwać lub wieszać osoby oskarżone o morderstwo w wyniku pomyłek prokuratorsko-sądowych. Dzięki zakazowi zabijania w majestacie prawa, m.in. znajoma blogerka Grażynka „Faxe" Romanowa nie musi odwiedzać swego brata Jacka Wacha na cmentarzu. Skazany w procesie poszlakowym na dożywocie, za rzekome zastrzelenie i poćwiartowanie gangstera Tomasza S., mógł powrócić na wolność, gdy po kilkunastu latach miejsce ukrycia zwłok – były w całości i nie miały śladu po kuli! – wskazał rzeczywisty sprawca zbrodni.

   Zarazem są wyjątki od reguły, kiedy jestem za zastosowaniem kary śmierci. Tylko i wyłącznie wówczas, gdy wina oskarżonego jest dla wszystkich, z adwokatami włącznie, oczywista. Jak np. w przypadku Andersa Breivika, który z zimną krwią zabił 77 ludzi. Dostał za to 21 lat więzienia. I jeszcze tzw. wymiar sprawiedliwości przyznał mu w ostatnich dniach rację, że samotne przebywanie przez niego w luksusowej celi, w całkowitej izolacji od świata zewnętrznego, jest niehumanitarne…

sobota, 23 kwietnia 2016

Hejtujący woźnica

   Głos osoby niepełnosprawnej intelektualnie? Ależ skąd! – to sędzia Halina Jabłońska z Sądu Okręgowego w Koszalinie, orzekająca z należną jej urzędowi powagą w imieniu III RP.

   Możesz się od niej dowiedzieć, jaka jest geneza słowa „hejt” i co ma ono wspólnego nie tyle z „nienawiścią” po angielsku, ile z tubylczym woźnicą powożącym bryczką. Słychać to na upublicznionym nagraniu z sali sądowej (https://youtu.be/k1yQkPnUsuM).

   Dowiesz się z niego, że sędzia Jabłońska sprawdzała znaczenie wyrazu „hejt” w słowniku języka polskiego pod redakcją Witolda Doroszewskiego. I stwierdziła wszem wobec, że jest to coś z repertuaru woźnicy, poganiającego swoje konie okrzykami „hejta!” i „wiśta!” (o "wio!" już nie wspomniała).

   Przypomnę, że lingwista Doroszewski, na którego funkcjonariuszka tzw. wymiaru sprawiedliwości się powołuje, zmarł w roku 1976. Wtedy jeszcze nikt w Polsce nie miał pojęcia o internecie, a tym bardziej o hejtowaniu (obraźliwym i zwykle agresywnym komentowaniu) w nim.

   Radzę opóźnionej w rozwoju – językoznawczo, ma się rozumieć – sędzi Jabłońskiej, aby nie błądziła i nie sprawdzała u Doroszewskiego hasła „komórka”. Znajdzie tam wprawdzie cztery różne znaczenia tego wyrazu, ale ani słowa o telefonie…

piątek, 22 kwietnia 2016

Lewe prawo

   Tytuł czołówki z wczorajszej „Gazety Wybiórczej”:

   SĘDZIOWIE MUREM ZA PRAWEM

   Hi, hi, hi!

   Chi, chi, chi!

   He, he, he!

   Che, che, che!

   Ha, ha, ha!

   Cha, cha, cha!...

   Dawnom się tak nie uśmiał :)

   No dobrze, Kłykow, a może zamiast robić sobie śmichy-chichy, napisałbyś coś konstruktywnego, np. jaki równie krótki i treściwy tytuł byłby adekwatniejszy do rzeczywistości? Na przykład taki:

   SĘDZIOWIE: PRAWO TO MY!

   A w lidzie wyeksponowałbym fakt korporacyjnej solidarności „samych swoich” (czytaj: funkcjonariuszy tzw. wymiaru sprawiedliwości) w bezkarnej samowolce orzeczniczej, niezawisłej od litery i ducha ustaw.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Prawo polityków do oszukiwania i pięść obywateli do przyj.....a

   W ostatnich wyborach parlamentarnych jak zwykle nie głosowałem, ale po samodzielnym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości miałem przynajmniej nadzieję, że nowa władza zrobi porządek z „największą zorganizowaną grupą przestępczą” (copyright Grzegorz Braun), jaką tworzą samowolni i bezkarni prokuratorzy i sędziowie. Że zdyscyplinuje to zdeprawowane towarzystwo, aby wreszcie stosowało ono literę i ducha ustaw dla dobra obywateli pokrzywdzonych przez funkcjonariuszy publicznych.

   Niestety, zamiast tego trwa polityczne zawłaszczanie prokuratury i sądownictwa. „Ziobrowcy” reformują obie instytucje głównie w imię realizacji własnych interesów partyjnych, coraz widoczniej rozmijając się z potrzebami społecznymi.

   Uprzejmie zatem proszę polityków, nie tylko rządzących, również – co podkreślam – opozycyjnych, aby wreszcie przestali sobie wycierać buźki konstytucją i zaczęli ją wykorzystywać do budowy rzeczywistego, a nie tylko teoretycznego „demokratycznego państwa prawnego”. W przeciwnym razie prędzej czy później nawet pogardzany „ciemny lud” zrozumie bezmiar waszych oszustw i rozliczy już nie siłą swoich głosów w dniu wyborów, lecz zaciśniętej w gniewie pięści podczas solidarnego buntu.

środa, 13 kwietnia 2016

Prawna paranoja

   Rozpierducha wokół Trybunału Konstytucyjnego sprawia, że obecnie żyjemy w państwie dualizmu prawnego. Upraszczając, ale nie przekłamując rzeczywistości: trwa w najlepsze konflikt między władzą ustawodawczo-wykonawczą (sprawowaną jednoosobowo przez Jarosława Kaczyńskiego) a sądowniczą (jedyną wybieraną niedemokratycznie). Obie skłócone ze sobą strony teoretycznie mają służyć obywatelom i działać dla ich dobra, w praktyce natomiast szkodzą im bardziej niż sobie nawzajem. I nic się nie zmieni dopóty, dopóki naród nie obali – pokojowo albo siłą – polityków wywodzących się z układu okrągłostołowego (od ponad ćwierć wieku grających na zmianę role rządzących i opozycji) oraz funkcjonariuszy tzw. wymiaru sprawiedliwości z ich niezmiennie PRL-owską mentalnością (orzekających na podstawie własnego widzimisię i pozostających poza jakąkolwiek kontrolą społeczną).

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Bezkrólewie w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu

   Z pewnym zdziwieniem zauważyłem dziś, że Sąd Okręgowy we Wrocławiu nie ma prezesa!

   Jeszcze w marcu prezesem była Ewa Barnaszewska, jedna z głównych bohaterek mojego „Bloga wederyka”, który ona chciała – bezskutecznie – ocenzurować, ponieważ piszę w nim m.in. o chronieniu przez nią sędziów orzekających niezawiśle od ustaw w sprawie moich roszczeń finansowych za bezprawne (fakt bezsporny) decyzje urzędników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

   Być może zniknięcie nazwiska Barnaszewskiej ma związek z upływem kadencji prezesa sądu, która trwa 6 lat; dlaczego jednak na jej miejscu nie ma nikogo nowego, pozostaje zagadką do wyjaśnienia.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Prawnicza zagwozdka

   Art. 103 ust. 2 obowiązującej Konstytucji RP: „Sędzia, prokurator, urzędnik służby cywilnej, żołnierz pozostający w czynnej służbie wojskowej, funkcjonariusz policji oraz funkcjonariusz służb ochrony państwa nie mogą sprawować mandatu poselskiego”.

   Jak się ma ten zapis w ustawie zasadniczej do faktu sprawowania mandatu poselskiego przez Zbigniewa Ziobrę, który od 4.03.2016 jest zarazem prokuratorem generalnym?

piątek, 8 kwietnia 2016

Sędzia sędzię bił jak żonę

   Historyjkę jak z kiepskiego komediodramatu we wczorajszym „Super Expressie” opisano.

   On – Jerzy Ż., sędzia w stanie spoczynku, były prezes Sądu Rejonowego w Wąbrzeźnie (województwo kujawsko-pomorskie) i wiceminister sprawiedliwości w SLD-owskim rządzie Marka Belki. Ona – Jadwiga Ż., sędzia, przewodnicząca wydziału rodzinnego w tymże SR, specjalistka od orzekania w sprawach przemocy domowej. Oboje przez niemal 40 lat byli małżeństwem. Obecnie trwa postępowanie rozwodowe między nimi.

   Jednocześnie prokurator chce sporządzić akt oskarżenia przeciwko Jerzemu Ż., w związku z czym wystąpił o uchylenie mu immunitetu. Zarzuty dotyczą długotrwałego fizycznego i psychicznego znęcania się nad żoną.

   – Żyli ze sobą jak pies z kotem – wspomina jedna z ich sąsiadek. – On podczas kłótni to kiedyś telewizor przez okno wyrzucił.

   – A ona – dopowiada druga sąsiadka - przy ludziach w krocze go kopnęła. Bo kochankę miał.

   Żona nie akceptowała też, że mąż uprawiał hazard i narobił długów.

   Tacy ludzie decydują o cudzych (naszych!) losach...

wtorek, 5 kwietnia 2016

Debile czy przestępcy?

   Pan Tomasz Golenia zauważył wczoraj w moich fejsbukowych postach i komentarzach coś, co on nazywa wyrażaniem stanowiska neutralnego, a ja – gotowością do kompromisu (otwartością na inne opinie). Jednak jak to w życiu, od niemal każdej reguły bywają wyjątki.

   Np. nie stać mnie na wyrozumiałość w stosunku do urzędników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, którzy w latach 2007-2008 próbowali w mojej sprawie zastosować przepis promocyjny w celu restrykcyjnym! Musiałem się z nimi procesować, bo za swoją legalną aktywność zawodową zostałem „nagrodzony” zablokowaniem (na około 9 miesięcy, do wykonania wyroku) wypłat należnego świadczenia przedemerytalnego.

   Nie stać mnie też na pojednanie z sędziami, którzy z kolei przyznali mi wprawdzie zadośćuczynienie za naruszenie przez ZUS dóbr osobistych, ale odmówili jakiegokolwiek odszkodowania za wyliczalne co do grosza straty finansowe. Bo – jak uzasadnili – nie próbowałem podjąć pracy w okresie… ustawowego zakazu jej wykonywania choćby za symboliczną złotówkę!

   Moje umiejętności konsyliacyjne ograniczają się w obu przypadkach do dania urzędnikom ZUS i sędziom możliwości wyboru, kim w istocie się okazali: prawniczymi debilami, czy nadużywającymi władzy przestępcami. Jedno i drugie ich dyskwalifikuje.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Mam pomysł. Antyaborcyjny

   Coś widzi mi się, że w III RP wkrótce będzie obowiązywać całkowity zakaz aborcji. Kiedy to nastąpi, rozważę złożenie w prokuraturze obywatelskiego donosu o możliwości popełnienia przestępstwa przez księży rzymskokatolickich. Niech śledczy zbadają, co się dzieje z ich męskim nasieniem, skoro muszą żyć w celibacie, uniemożliwiającym seks – jedynie dozwolony – małżeński. I czy nie „zabijają nienarodzone”, wydalając swoje plemniki bez kontaktu z kobietą...

środa, 23 marca 2016

Ale szambo!

   „Nowe kierownictwo Biura Ochrony Rządu przyszło do stajni Augiasza i tę stajnię Augiasza czyści” – obwieścił dziś w „Kontrwywiadzie RMF FM” minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak.

   Heraklesom z Prawa i Sprawiedliwości uprzejmie przypominam, że z punktu widzenia nie władzy, lecz zwykłych obywateli, w III RP miejscami jeszcze bardziej zaszambionymi i wymagającymi niezwłocznego odsyfienia, są prokuratura i sądownictwo.

wtorek, 22 marca 2016

Biernat - zamiatacz

   Zamiatał pod dywan przestępstwa funkcjonariuszy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wobec mnie (stwierdzone jednoznacznie przez sądy w procesach cywilnych z mojego powództwa!), teraz będzie ustalał prawdę o okolicznościach śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i 95 innych ofiar tragedii z 10.04.2010.

   W powołanym 21.03.2016, przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę, nowym 8-osobowym zespole prokuratorów do śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, znalazł się Bartosz Biernat z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Poznałem tego człowieka przed 9 laty (za poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości) i mam o nim nie najlepsze zdanie.

   Dlaczego – niech zaświadczy poniższy tekst z mojego „Bloga weredyka” z października 2011. Cytuję w całości bez żadnych poprawek.

KOMPROMITACJE AWANSUJĄCEGO PROKURATORA BIERNATA

   Emilian Stańczyszyn, rocznik 1963, był onegdaj wschodzącą gwiazdą Unii Wolności. Znaliśmy się, jak dziennikarz piszący o polityce z osobą ją uprawiającą i coś w niej znaczącą. Dobrą markę wyrobił sobie jako burmistrz Polkowic. Od grudnia 2001 do stycznia 2003 był marszałkiem województwa dolnośląskiego i wydawało się, że nie jest to szczyt jego kariery.

  Szczęśliwa passa Stańczyszyna, samorządowca ponadprzeciętnie sympatycznego w kontaktach osobistych, skończyła się nagle w 2005, gdy został oskarżony o przestępstwa korupcyjne. Przesiedział w areszcie trzy miesiące, wyszedł na wolność po wpłaceniu 100 tys. zł kaucji.

  Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu postawiła mu 15 zarzutów, z których niemal wszystkie dotyczyły przyjmowania korzyści majątkowych w łącznej wysokości ponad 1,1 mln zł. W zamian za łapówki przedsiębiorcy mieli wygrywać przetargi na gminne inwestycje.

  Proces przeciwko nieprzyznającemu się do winy Stańczyszynowi trwał od 2008. W mowie końcowej prokurator Bartosz Biernat zażądał 7 lat więzienia i 150 tys. zł grzywny oraz zakazu zajmowania stanowisk w administracji samorządowej i państwowej przez 5 lat.


  24.10.2011 Sąd Okręgowy w Legnicy oczyścił Stańczyszyna niemal w całości, uniewinniając go z 14 zarzutów. Uzasadnienie wyroku przez przewodniczącego składu orzekającego – był nim sędzia Witold Wojtyło – brzmiało momentami jak akt oskarżenia wobec śledczych, z Biernatem na czele.

   Jedyny konkretny dowód, jakoby Stańczyszyn miał brać łapówki, stanowiły zeznania współoskarżonego, prezesa Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Polkowicach – Wacława K., składane przez niego w specyficznej sytuacji procesowej. Broniąc się twierdził, że to wprawdzie on sam negocjował z inwestorami stawki łapówek i przyjmował je, jednak te lewe pieniądze nie zatrzymywał dla siebie, lecz przekazywał burmistrzowi.

  Wacław K. został skazany na 3,5 roku więzienia w zawieszeniu. Mimo że dla niego prokuratur Biernat domagał się zaledwie 2 lat.

  Z aktu oskarżenia przeciwko Stańczyszynowi ostał się jeden zarzut – nie korupcji, lecz przekroczenia uprawnień służbowych. Polecił bowiem podwładnej księgowej, by wstrzymała na pewien czas płatności za usługi, wykonane dla gminy przez firmę Michała R., który również budował mu dom i w związku z tym faktem doszło między nimi do sporu o rachunek za piec centralnego ogrzewania. Sąd uznał tu winę eksburmistrza. Biorąc jednak pod uwagę jego nieposzlakowaną opinię, warunkowo umorzył postępowanie w sprawie nadużycia władzy w celu prywatnym (nakazał tylko wpłacić 2 tys. zł na cel charytatywny).

  Bartosz Biernat to ten sam prokurator, który w 2007 pracował w Prokuraturze Rejonowej dla Wrocławia-Fabrycznej i umorzył wtedy śledztwo w sprawie z mojego doniesienia o popełnieniu przestępstwa przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Stwierdził, że ich nielegalne decyzje nie zawierały „znamion czynu zabronionego”. Chociaż wcześniej sąd pracy, a później dwa inne sądy w postępowaniu cywilnym stwierdziły jednoznacznie, że ZUS zastosował przepis promocyjny (mający premiować moją aktywność zawodową) w celu restrykcyjnym (blokując mi wypłatę należnego świadczenia przedemerytalnego przez ponad 9 miesięcy) całkowicie bezprawnie. Nieudolny śledczy nie tylko nie poniósł żadnej kary, lecz jeszcze awansował do Prokuratury Okręgowej i zabrał się m.in. za represjonowanie Stańczyszyna.

______________________________

  Dodam jeszcze, że Bartosz Biernat umorzył śledztwo w sprawie popełnienia przez funkcjonariuszy ZUS: Aleksandrę Wiktorow, Wandę Pretkiel, Antoniego Malakę, Annę Kapucińską i Danutę Marciniszyn przestępstwa z art. 231 par. 1 Kodeksu karnego (nadużycie władzy, przekroczenie uprawnień) dwukrotnie, postanowieniami z 25.06.2007 i 29.11.2007. Stwierdził, że szykanowanie mnie na podstawie promocyjnego art. 2 ust. 5 pkt 2 ustawy o świadczeniach przedemerytalnych nie zawiera znamion czynu zabronionego.

   Z kolei Miłosz Chwalibóg, asesor Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla Wrocławia Fabrycznej, postanowieniem z 28.02.2008 nie uwzględnił mojego zażalenia z 16.12.2007 i utrzymał w mocy zaskarżoną przez mnie decyzję prokuratora Biernata z 29.11.2007. W uzasadnieniu stwierdził, że co prawda urzędnicy ZUS popełnili błąd odmawiając mi przyznania świadczenia przedemerytalnego już od 26.09.2006 (zrobili to dopiero 9 miesięcy później), ale nie dopuścili się swym postępowaniem przestępstwa przekroczenia uprawnień. Nie mogą więc ponosić odpowiedzialności karnej, lecz co najwyżej odpowiedzialność służbową lub dyscyplinarną. Ja natomiast mogę dochodzić swoich roszczeń w procesie cywilnym.

piątek, 19 lutego 2016

Zrobić z Kajetana P. wariata

   Akurat jestem po obejrzeniu i wysłuchaniu w TVN24 wywiadu z Tadeuszem Wolfowiczem – adwokatem Kajetana P. (idiotyczny przepis prawa prasowego nakazuje na obecnym etapie postępowania ukrywać pod inicjałem nazwisko, które zna każdy Polak). I chyba już wiem, jaka będzie linia obrony bestialskiego mordercy kobiety przed skazaniem go na dożywocie (niższą karę wykluczam). Pan mecenas do spółki z matką zabójcy – panią prokurator Anną Poznańską (nazwisko osoby publicznej nie zatrzymanej przez policję można publikować!) zrobią wszystko, aby ich klient i syn został uznany za niepoczytalnego. A to będzie oznaczać uniknięcie więzienia i trafienie do psychuszki. Po takiej zbrodni – żyć nie umierać…